Drakońskie zakazy prowadzenia pojazdów
Ostatnie lata przyniosły liczne obostrzenia prawa, jeżeli chodzi o karanie nietrzeźwych kierowców. Nie można powiedzieć, że nie przyniosło to żadnego efektu, ponieważ w skali minionych 10 lat liczba przestępstw z art. 178a § 1 k.k. (jazda w stanie nietrzeźwości) zmalała z poziomu ok. 65 tys. do ok. 50 tys. rocznie. To jednak wciąż znacząca liczba, nawet mimo wprowadzenia tzw. konfiskaty pojazdu czy podwyższenia sankcji karnych.
Przepisy obowiązującego prawa są nieubłagane także jeżeli mowa o zakazie prowadzenia pojazdów mechanicznych. Przy pierwszym skazaniu, minimalny okres orzeczenia zakazu prowadzenia pojazdów wynosi 3 lata, a maksymalny 15 lat, co w praktyce oznacza konieczność ponownego zdawania egzaminu na prawo jazdy po zakończeniu tego okresu. Oczywiście istnieje możliwość starania się o tzw. blokadę alkoholową, po upływie połowy okresu zakazu, niemniej – i tak trzeba przystąpić ponownie do egzaminu. O wiele łagodniej jest w przypadku skazania za wykroczenie – jazdę po użyciu alkoholu (czyli przy stężeniu do 0,25 mg/l w wydychanym powietrzu). Wówczas istnieje obligatoryjny zakaz prowadzenia pojazdów, ale od 6 miesięcy do 3 lat. Jeżeli więc zmieścimy się w rocznym zakazie – nie musimy ponownie zdawać egzaminu.
Co jednak w przypadku złamania sądowego zakazu prowadzenia pojazdów? Nawet w przypadku, gdy do końca okresu pozostaną tylko 2 dni? W rachubę wchodzi wówczas nie tylko odpowiedzialność z art. 244 k.k. (naruszenie sądowego zakazu) oraz art. 180a k.k. (prowadzenie pojazdu po cofnięciu uprawnień przez starostę) – najbardziej ostrym środkiem karnym będzie orzeczenie dożywotniego zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Taka zmiana przepisów nastąpiła od 29 stycznia 2026 r. i już zbiera swoje „żniwo”. Czy można z tego jakoś wybrnąć? Przepis art. 42 § 3 k.k. przewiduje swoistą furtkę, jeśli zachodzi wypadek uzasadniony szczególnymi okolicznościami. I tutaj otwiera się pole do popisu dla obrony. Przykładowo: zakaz prowadzenia pojazdów był orzeczony na okres tylko 6 miesięcy, do końca zakazu zostało raptem kilka dni, a kierujący musiał pilnie zawieźć swoją ciężarną żonę do szpitala. Życie przynosi wiele różnych sytuacji, które ustawodawca musi jednak przewidzieć, a orzekające sądy winny respektować.
Na koniec warto jeszcze dodać, że prowadzenie pojazdu w stanie silnego niewyspania jest porównywalne do jazdy pod wpływem alkoholu. Przy 4 godzinach snu, czujemy się jakbyśmy mieli nawet do 1 promila alkoholu we krwi. Choć skutki biologiczne są więc prawie tożsame, prawo podchodzi do tych kwestii zupełnie inaczej. Ale to już temat na inny artykuł.
dr Rafał Guzik – adwokat
Kancelaria Adwokacka G&G Oświęcim

źródło: pixabay.com
