Odpowiedzialność za słowa

Czy za kłamanie o historii można odpowiadać karnie? Jeżeli tak – jakie racje temu przyświecają? Z całą pewnością niejeden z nas w ostatnim czasie zadawał sobie te pytania, a to w związku z głośnymi wypowiedziami medialnymi jednego z europosłów. Zastanówmy się więc, jakiego rodzaju musi to być wypowiedź dotycząca historii, aby można było mówić o potencjalnej odpowiedzialności karnej.

Kluczowym w tej sprawie jest przepis art. 55 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, w którym zapisano, iż: „Kto publicznie i wbrew faktom zaprzecza zbrodniom, o których mowa w art. 1 pkt 1, podlega grzywnie lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok podawany jest do publicznej wiadomości”. Chodzi o popełnione na osobach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości w okresie od 8.11.1917 r. do 31.07.1990 r. zbrodnie nazistowskie, komunistyczne, inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne. Mówienie więc publicznie o tym, że „Holokaust to mit”, „W Auschwitz nie było komór gazowych” – to zaprzeczenie zbrodniom nazistowskim, a tym samym może to wyczerpywać znamiona powołanego przepisu. Takie przestępstwo nazywane jest powszechnie „kłamstwem oświęcimskim”. Dotychczas, po wprowadzeniu karalności za tego rodzaju wypowiedzi, czyli przez ok. 25 lat, spraw z tego „paragrafu”, co znamienne, mieliśmy ledwie kilka. Pojawiła się również nowelizacja w 2018 r. dotycząca „miękkiego” kłamstwa oświęcimskiego, czyli penalizująca mówienie o „polskich obozach”, jednakże szybko została wycofana przez polskiego ustawodawcę.

Dlaczego zdecydowano się na wprowadzenie karalności za tego rodzaju wypowiedzi? Przede wszystkim chodzi o zachowanie pamięci o tych tragicznych wydarzeniach, prawdę historyczną, ale nie tylko. Zaprzeczanie zbrodniom nazistowskim w istocie niesie ze sobą pokład antysemityzmu – ktoś przecież w jakimś celu kłamie. Tym samym przepis ten zapobiegać ma na dalekim przedpolu o wiele poważniejszych przestępstwom. Wiek XX pokazuje, że ludobójstwa zaczynały się od palenia książek, wybijaniu szyb w witrynach sklepowych, sączeniu nienawistnej propagandy itd., a kończyły – wiadomo jak.

To nie jest tak, że temat zbrodni przeciwko ludzkości jest zamknięty. Hasło „Nigdy więcej!” pozostaje nieaktualne, bo po Auschwitz wciąż mieliśmy i mamy ludobójstwa. Chodzi o to, by odpowiednio wcześnie reagować – w tym przypadku nie tylko ostracyzmem społecznym wobec wypowiadających takie słowa, ale i karnoprawnie, co umożliwia ustawa o IPN.

dr Rafał Guzik – adwokat

Kancelaria Adwokacka G&G Oświęcim

źródło: pixabay.com