Przypadkowa szkoda w sklepie – kto odpowie?

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: zmęczeni całym tygodniem, w końcu możemy wybrać się do naszego ulubionego marketu, aby zrobić zakupy na kolejny tydzień. Przechodząc alejkami sklepowymi, naszą uwagę odwraca wielka promocja majonezu. W tym czasie wpadamy naszym wózkiem na stoisko z alkoholem i wszystkie butelki najdroższego whisky lądują na podłodze. Słyszymy tylko smutny komunikat: „Obsługa sprzątająca proszona na stoisko z alkoholem”. Kto odpowie za spowodowanie szkody?

Odpowiedź jak zawsze brzmi: to zależy. Ogólną zasadę odpowiedzialności w takim przypadku wyznacza przepis art. 415 k.c., zgodnie z którym: „Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”. W grę wchodzi oczywiście wina umyślna oraz nieumyślna, rozumiana jako niedbalstwo lub lekkomyślność. Rozważając podstawy tej odpowiedzialności, zwanej deliktową, musimy wykazać również związek przyczynowy pomiędzy szkodą a czynem zabronionym. Jeżeli uszkodzenie mogło wyniknąć z niedopatrzenia ze strony sprzedawcy (np. nieprawidłowego ustawienia towarów) i wykażemy to odpowiednimi dowodami, to nie poniesiemy odpowiedzialności. Jeżeli jednak zagapimy się i wskutek tego uszkodzimy jakiś towar prawidłowo ułożony – będziemy odpowiadać. Najgorszy przypadek to taki, w którym celowo uszkadzamy jakiś produkt – oprócz odpowiedzialności cywilnej może wejść wówczas w rachubę także odpowiedzialność karna (jeżeli szkoda przekracza 800 zł) lub wykroczeniowa. A co jeśli dzieci spowodują szkodę? Co do zasady, zgodnie z art. 426 k.c.: „Małoletni, który nie ukończył lat trzynastu, nie ponosi odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę”, tym niemniej po myśli art. 427 zd. 1 k.c.: „Kto z mocy ustawy lub umowy jest zobowiązany do nadzoru nad osobą, której z powodu wieku albo stanu psychicznego lub cielesnego winy poczytać nie można, ten obowiązany jest do naprawienia szkody wyrządzonej przez tę osobę, chyba że uczynił zadość obowiązkowi nadzoru albo że szkoda byłaby powstała także przy starannym wykonywaniu nadzoru”.

Jak widać, każdorazowo trzeba będzie ocenić konkretny przypadek indywidualnie. Dowodami w sprawie z pewnością będzie monitoring sklepowy, świadkowie, zdjęcia itd. Zapewne w drobnym przypadku sklep przymknie oko na szkodę, ale jeśli zniszczymy naprawdę pokaźną ilość drogiego towaru, możemy liczyć się nawet z procesem sądowym. 

dr Rafał Guzik – adwokat

Kancelaria Adwokacka G&G Oświęcim

źródło: pixabay.com