„Kocham żonę, ale to nic nie znaczy…”
„Kocham żonę, ale to nic nie znaczy” – takie zdanie padło ze strony pozwanego na jednej ze spraw rozwodowych, w jakich ostatnio uczestniczyłem. Sąd ostatecznie orzekł rozwód małżeństwa z przeszło 35-letnim stażem, a całość, włącznie z ogłoszeniem wyroku, zajęła nie więcej niż 20 minut. Przykro było patrzeć na pozwanego, który ewidentnie kochał jeszcze swoją żonę i z tej miłości do niej wyraził zgodę na jej życzenie zakończenia związku małżeńskiego.
Kolejny przykład z ostatniego czasu, to małżeństwo z 30-letnim stażem. Rozwód „korespondencyjny”, po wymianie pism procesowych i zeznań na piśmie, Sąd orzekł rozwód i wysłał wyrok rozwodowy przez Internet. Małżonkowie nawet ostatni raz nie musieli na siebie spojrzeć, Sąd także nie widział na oczy strony. Wymiar sprawiedliwości najbardziej cieszy nie fakt uratowania związku, ale możliwość zakończenia sprawy na pierwszej rozprawie, bądź umorzenia postępowania, czyli mówiąc banalnie – „odfajkowania” sprawy.
Rozwody są znakiem dzisiejszych czasów. Oficjalne statystyki wskazują, iż w Polsce rozwodem kończy się 1/3 małżeństw. W samym tylko Sądzie Okręgowym w Krakowie, do którego miejscowo przynależy nasze miasto, rokrocznie wpływa przeszło 3000 nowych spraw o rozwód, a rozwody odbywają się niemal jak na taśmie produkcyjnej. Separacje – te formalnie orzeczone – wciąż stanowią wyjątek, mimo istnienia takiej instytucji w polskim porządku prawnym od wielu lat. Terapie małżeńskie niestety również kuleją i do rzadkości w mojej praktyce należą sytuację, gdy małżonkowie decydują się na taką formę naprawy związku.
Nie chodzi o to, żeby małżeństwa sztucznie utrzymywać „na papierze” czy zmuszać małżonków do trwania w związku za wszelką cenę. Chodzi o to, czy naprawdę tak szybko należy kończyć małżeństwa, bez głębszej refleksji, czy wreszcie – bez próby uratowania tych związków, które jeszcze da się uratować. Małżeństwa w dzisiejszych materialistyczno-konsumpcyjnych czasach przypominać zaczynają towar bądź usługę. Jeżeli towar psuje się, bez próby ratunku wyrzuca się go i zastępuje nowym. W dawnych czasach taki produkt naprawiano, o ile oczywiście jeszcze się dało. Takie podejście do małżeństw, jak do rzeczy, jest niestety domeną współczesnych czasów.
Co zatem zrobić, by to zmienić? Receptą powinno nie być odgórne zmienianie systemu, w stylu zakazywania rozwodów czy rzucania kłód pod nogi (w postaci pułapek procesowych), które niepotrzebnie wydłużą czas postępowań i jeszcze bardziej zantagonizują strony. Receptą powinna być zmiana nas samych. Zmiana wartościowania otaczającej nas rzeczywistości – niezależnie od przyjmowanego i akceptowanego przez nas światopoglądu czy religii.
Mahatma Gandhi mawiał: „Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”. Taki napis widnieje też na jednym z murali w naszym mieście, pod Mostem Piastowskim. Niech te słowa będą dla nas drogowskazem, czego sobie i Państwu życzę.
dr Rafał Guzik – adwokat
źródło: pixabay.com
